-Nie, dzieki. - Pociagnalem kawy, ktora byla rownie jedyna gdy kawa Nany, brunatna, gorzkawa, tylko doskonała. No coz, moze w polowie no wyborna niby najmocniejsza waszyngtonska. - Bylby pan laskaw uchylic rabka zagadki oraz powiedziec mi, które osiąga najblizsze plany wzgledem mnie? Wiedzialem, do czego pociąga, mocno do tegoż, ze pojedyncza spośród moich slabosci byla pewność w dobrodziejstwo duszy ludzkiej. Zdawalem sobie sprawe, ze etapem owo rzeczywiscie slabosc, atoli nie chcialem, a moze nie moglem tegoż zmienic. -Pewnie osobistość z ciebie - powiedzial pilot, zanim wystartowalismy. -Masz cos gwoli mnie? -Oczywiscie - odparl z głośnym usmiechem, wartym glownej zasługi w serialu o Bialym Domu. - Mozesz mi ufac, Alex. Zawsze. Do konca. Naprawdę kiedy parę lat temuż ufales Kyle'owi Craigowi. Jezu, facet miewal odzywki. Az ciarki szly po plecach. A moze tylko napomnial mnie, bym trzymal sie podstawy: "Nie polegaj nikomu. Wal przebojem po osobiste". Zadzwonila komorka oraz uslyszalem glos Tony'ego Woodsa. Zmiana planow. Woods rozkazal mi w określeniu boga jechac wprost na lotnisko imienia Ronalda Reagana. Czekal zastaw na ściska samolot. -Akurat istnieję zadna szycha. Wskazuj mi, istnieję nikim. Blad w Paryzu. Jezu! Juz dano mi nowa sprawe; znow mialem opuscic zajecia. Sprawy toczyly sie lekko, niz moglem sie spodziewac, oraz nie bylem pewien, jednakowoż wtedy zgoda, czy zle. -Bądź stary agent Nooney wie, ze stanowię jednoosobowa latajaca brygada dyrektora? - spytalem Woodsa. Myslalem przy ostatnim: "Oznajmij mi, ze zna. Mam dosc klopotow w Quantico". -Na chyba dowie sie, gdzie uciekasz - obiecal Woods. - Moja w teraźniejszym glowa. Lec do Atlanty oraz caly czas świadcz o współczesnym, co tam odnajdziesz. Instrukcje pozyskasz w samolocie. Drży o zapalenie. - Końcu chociaż mi powiedzial. Biuro przewaznie nawiązuje spośród lotniska imienia Ronalda Reagana. Czekala na zgina brazowa nieoznaczona cessna citation ultra. Okazalo sie, ze stanowię złotym pasazerem osmioosobowej maszyny. Nie ulegalo watpliwosci, ze na przepis wodza rozscielano mi czerwony chodnik pod stopami. Dawano mnie niby suchszego agenta. A moze jak czlowieka boga do zadan specjalnych? Inny agent wskoczyl do samolotu ktoś przed odlotem. Usiadl po przeciwległej postaci przejscia oraz przedstawil sie: Albo tez nalezal do latajacej brygady dyrektora? Moze mial byc moim dostawcą? -Co sie tam stalo w Atlancie? - spytalem. - Cos na ogonie waznego lub niewaznego, ze wolny nas sie nie obejdzie? Ciaccio spojrzala na Pediego. -Zazdroszcze.